Lee Myung-bak (wymawia się /ˌliː ˌmjɜŋˈbak/) Hangul: 이명박; urodzony 19 grudnia 1941 r.) był prezydentem Korei Południowej w latach 2008-2013. Był prezesem zarządu Hyundai Engineering and Construction. W 2002 roku Lee zgłosił swoją kandydaturę na burmistrza Seulu i wygrał wybory. Po tym jak został prezydentem, powiedział: "Dam Seulowi całkowitą zmianę." Został wybrany na prezydenta Korei Południowej 19 grudnia 2007 roku. To był ten sam dzień co jego urodziny. W tym samym dniu ożenił się z żoną, Kim Yoon-ok. W 37. rocznicę ich ślubu i 67. urodziny, Lee został prezydentem Korei Południowej. Skończył swoją służbę w lutym 2013 roku. Lee ma trzy córki i jednego syna.
Lee Myung-bak urodził się 19 grudnia 1941 roku w Japonii. Po zakończeniu II wojny światowej w 1945 roku, jego rodzina wróciła do rodzinnego miasta ojca Pohang, Gyeongsangbuk-do w Korei Południowej. Lee chodził do szkoły nocnej w Dongji Commercial High School.
26 marca 2010 roku wybuch zniszczył południowokoreański okręt wojenny Cheonan. To zabiło 40 ludzi. Sześciu mężczyzn też zniknęło. Uważa się ich za zmarłych. Dochodzenie w sprawie zatopienia obwiniało Koreę Północną. Powiedzieli, że torpeda wystrzelona przez północnokoreański okręt podwodny zatopiła ten okręt. Korea Północna powiedziała, że nie miało to nic wspólnego z zatopieniem Cheonana. Powiedzieli, że nie są winni. Lee powiedział, że ich zaprzeczenie było "śmieszne". Zatrzymał całą wymianę handlową między północą a południem. Poprosił też ONZ, by pomogła im w walce z Koreą Północną. Zaczął też wysyłać wiadomości radiowe do mieszkańców Korei Północnej.
Lee Myung-bak jest chrześcijaninem i chodzi do kościoła Prezbiteriańskiego w Somangu. Kiedy był burmistrzem, powiedział kiedyś, że Seul jest "świętym miejscem rządzonym przez Boga". Był bardzo krytykowany za swoje przekonania. Buddyści protestowali, że Lee jest zagrożeniem dla ich religii.
Lee był również krytykowany za to, że nie zapewnił ludziom wystarczającej wolności politycznej. Na przykład, policja ograniczyła demonstracje. Ale Lee powiedział: "W pełni rozumiem punkt widzenia protestujących w tej sprawie". Dodał, że "Kultura protestu ma głębokie korzenie w demokracji Korei i pomimo trwających wstrząsów politycznych w tym kraju, entuzjazm, jaki demonstranci okazali jest jedną ze stron ... przyjmujemy (zatwierdzamy) i to będzie ... będzie pozytywnym (dobrym) motorem rozwoju Korei".